25761

Czy Wszechświat wie, że istnieje ?

W podrozdziale artykułu pt.: „Ateizm Urojony” – Zbigniewa Mikołejko, opublikowanym w nowym „Magazenie do czytania – Książki” znajdujemy fragment .:

[ ŻYJEMY WOKÓŁ CZARNEJ DZIURY. WŚRÓD PRZELOTNYCH SENSÓW I KORKURENCYJNYCH ZNACZEŃ

Jednak to nie zderzenie religii i ateizmu jest największym dziś niebezpieczeństwem. To jedynie – zdaniem Kristevej – zjawisko powierzchniowe. Tak na prawdę podstawowy jest tutaj dystans między tymi, którzy sądzą, „że Bóg jest nieświadomy„, a tymi, którzy tak nie chcą sądzić, „aby lepiej rozkoszować się spektaklem głoszącym, że On istnieje”. Cała zresztą wyobraźnia i gospodarka globalnego świata podtrzymuje tę drugą postawę, kierującą się zasadą: „Nie chcieć nic wiedzieć, aby lepiej rozkoszować się tym, co wirtualne”. Konsekwencja zdaje się jakby oczywista – nasza cywilizacja, przesycona pokusami i rozczarowaniami, musi sprzyjać wierze, powrotowi lub odrodzeniu się religii.

Tymczasem nie chodzi o religię, lecz o wiarę, czylijakiś obszar trzeci, rozgrywający się poza biegunami religii i rozumu. Miejsce, w którym człowiek mówi – zwłaszcza kiedy pisze i tworzy, dając intymny wyraz swemu cierpieniu.

Religie natomiast – wciąż budując (jak chciał Freud) wspólnotę na zakazie kazirodztwa i zabójstwa ojca – utrwalają role społeczne oraz przymus. Zwodzą też „człowieka ekonomicznego” i „człowieka politycznego … ]

Napisałem, na nieco zbliżony temat kiedyś następujący tekst.:

[ … W tekście Pani dr Małgorzaty Kaweckiej pt. „Koncepcja człowieka jako mikrokosmos…” … ciekawe i stymulujące sformułowanie dotyczące tego zagadnienia. Św. Hildegarda sądziła mianowicie, że „skład chemiczny człowieka zewnętrznego (tzw. ciała) oraz jego aequalis mensura, czyni je małym odpowiednikiem Wszechświata. Dusza ludzka zaś, czyli człowiek wewnętrzny, pełni w ludzkim mikroświecie funkcję analogiczną do tej którą odgrywa „dusza świata” wobec Kosmosu postrzeganego zazwyczaj jako zjawisko kamieni i płonących świateł.

Z punktu widzenia cybernetyki ów „człowiek wewnętrzny” to „program na jego istnienie”, przy czym program ów nakazuje wytworzyć w mózgu „fenomen świadomości”. Wydaje się oczywiste, że program na istnienie człowieka jest pochodną programu na istnienie Kosmosu.

Proszę jednak zauważyć, że „przepis na człowieka” jest zawarty w nieświadomym genomie zygoty. Problem więc ‚czy Wszechświat wie że istnieje?’, sadzę jest jeszcze otwarty. Istnieją bowiem, jak to wykazano, inteligentne układy (genom, komputer), które realizują niezwykle złożone programy w sposób nieświadomy. Wszechświat w obecnym stanie rozwoju może być więc układem (tak jak komputer Deeper Bule lub genom człowieka), który ‚pełnej świadomości’ „jeszcze nie złapał”. Może być układem, w którym świadomość dopiero się rodzi. Świadomość ludzi (i ewentualnie innych inteligentnych istot) może być początkowym zaczątkiem rodzącej się świadomości Wszechświata.

Rzeczowe argumenty dostarczą dopiero nasze ludzkie (ciągle!!!) eksperymenty takie jakie odbywają się obecnie z Internetem. Ciekawe jest bowiem czy Internet „złapie świadomość”, tak jak sądzi P. Levy, autor książki pt. „L’intelligence collective, pour une anthropologie du cyberspace” (Edit. La Decouverte, Paris, 1994).

Oczywiście aby Internet lub inna bardziej przyszłościowa sieć globalna mogła „złapać świadomość” musiałaby gromadzić w swoich układach pamięciowych dane o swojej budowie, strukturze, odczuciach, życiu i życiorysie.

Należy zauważyć, że tego typu „świadomość nadrzędna” jest czymś innym i dość odrębnym od świadomości „jednostek podrzędnych”, podobnie jak odrębna jest świadomość ojca i matki względem świadomości dziecka, mimo że podmioty te oczywiście rozmawiają ze sobą i kontaktują się także niewerbalnie.

Większa „unia świadomości” zachodzi być może między partnerami wtedy gdy jeden z nich ma olbrzymią wiedzę o drugim i może wyobrażeniowo symulować postać i myśli drugiego. Owa „unia świadomości” może powstawać raczej tylko wobec obecności „tego drugiego”. Kochankowie, będąc złączeni uświadamiają sobie w dużej mierze jaki jest stan emocjonalno-mentalny i jakie są wyobrażenia tego drugiego.

Wczucie się i spekulatywne rozważenie tej ostatniej sytuacji jest chyba najlepszym punktem startowym do wyrobienia sobie zdania o możliwych relacjach pomiędzy „świadomością wyższego rzędu” a „świadomością podrzędną”. Zrozumiałe staje się bowiem, że aby „świadomie współistnieć” – to trzeba: (1) dużo wiedzieć o drugim, (2) przynajmniej okresowo ‚być razem’, a (3) kontakt musi być „on line” typu równoległo-wymiennego, niejako w obydwie strony. Jak wiadomo Jung postulował taką łączność z świadomością nadrzędną poprzez „jaźń”. Nawet najbardziej rygorystyczni (racjonalnie myślący) przyrodnicy nie mogą zaprzeczyć, że „duch wszechświata” (kosmosu) istnieje, skoro nawet element mniejszy, tzn. człowiek posiada w swoim wnętrzu przepis, program na siebie, który nakazuje ‚utworzyć także mózg’, a potem świadomość. Zapewne ów przepis jest odnotowany poprzez podstawowe własności podstawowych elementów fizycznych kosmosu (czasoprzestrzeń, cząsteczki elementarne, atomy). Jest również jak mi się wydaje – oczywiste, że ów „przepis człowieczy” jest pochodną „ducha wszechświata”.

Natomiast problem z ową „unią świadomości” leży w tym, że często dyskutujący nie mają osobistego doświadczenia, a więc nie mają pojęcia o tym co oznacza współistnienie na zasadzie kontaktu fizycznego, dialogu, wymiany on-line niesłownych (niewerbalnych) przekazów, kodujących się jednak w mózgu partnera.

… czyli program zapamiętany miliardy razy w każdej komórce sam nie jest świadomy, ale jest tak potężny że może wytworzyć organizm zawierający mózg który w którymś momencie „łapie świadomość”. Taka prawidłowość może się powtarzać na ‚wyższym poziomie’. Jeśli Wszechświat istniałby więcej niż raz wtedy jego rozwój mógłby zachodzić według poprzedniego przepisu, początkowo w sposób niejako nieświadomy. Świadomość pojawiałaby się w nim dopiero po około 15 miliardach lat. ]

Po co potrzebna jest jednak świadomość. Dlaczego fenomen ten istnieje? Jest to pytanie które należałoby rozważyć ! ~ Andrew Wader