Bez kategorii

Gdzie są formy przejściowe?

” Różnorodność organiczna jest dającym się zaobserwować faktem, mniej lub bardziej znanym każdemu. Postrzegamy ją jako coś niezależnego od nas, zjawisko poddane naszemu doświadczeniu, ale niezależne od działania naszego umysłu. Bliższe zapoznanie się z światem ożywionym ujawnia inny fakt, niemal równie uderzający jak sama różnorodność. Jest to nieciągłość zmienności organicznej.

Jeśli zgromadzimy tyle osobników, żyjących w danym czasie, ile potrafimy, zauważymy natychmiast, że obserwowane zmienności nie tworzą jednego rozkładu prawdopodobieństwa ani żadnego innego ciągłego rozkładu. Zamiast tego znajdujemy mnóstwo oddzielnych, nieciągłych rozkładów. Innymi słowy, żywy świat nie jest jednym szeregiem osobników, w którym każde dwie odmiany są połączone nieprzerwaną serią form pośrednich, szeregiem mniej lub bardziej wyraźnie odrębnych szeregów, z nieobecnością form pośrednich lub przynajmniej rzadkim ich występowaniu. Każdy szereg jest grupą osobników, posiadających zazwyczaj jakieś wspólne cechy i grawitujących ku określonemu punktowi modalnemu w swojej zmienności…”

Theodosius Dobzhansky

„Problem polega na wyjaśnieniu, dlaczego natura jest nieciągła zamiast ciągła. Dlaczego w jednym skrawku lasu wszystkie ptaki, owady i ssaki (a tak, również większość roślin!) dzieli się na skończoną liczbę odrębnych, obiektywnie rozpoznawalnych kategorii? Natura nie jest kontinuum, z kosami przechodzącymi w szpaki, szpakami przechodzącymi w wróble i tak dalej. Gdyby to było prawdą, na co przydawałyby się atlasy ptaków? Natura — przynajmniej ta część natury, która rozmnaża się płciowo — jest nieciągła.”

Jerry Coyne

Według założeń STE dajmy na to u zwierzęcia ewoluującego w zimnym środowisku

szanse pojawienia się mutacji na ciepłe futro i grubą tkanke tłuszczową, są

takie same jak na brak futra i grubej tkanki tłuszczowej. To środowisko nadaje

ewolucji kierunek. Wg. STE takie organizmy, u których pojawią się mutacje na

brak ciepłego futra i grubej tkanki tłuszczowej po prostu wyginą ,a przeżyją

te u których mutacje na te cechy się pojawią. A więc według założeń jeśli

organizm długo ewoluuje w danym (lokalnie na dużym terenie) środowisku i

wykształca jakąś uchwytną w zapisie kopalnym cechę, to można się spokojnie

spodziewać,iż przekopując kolejne warstwy dokopiemy się do szkieletów

obrazujących różne stadia takiego danego rozwoju ewolucyjnego. Czegoś takiego

nie znajdujemy, a to co widzimy da się ująć w ramach zmienności w obrębie

gatunku, czy zmiany w ramach normy reakcji na środowisko. Często takie zmiany

(różne dla różnych organizmów-na przykład psy charakteryzują się większą

zmiennością niż słonie. Nie udało się np.wyhodować różnych ras słoni, jak i

innych zwierząt udomowionych) wprowadzają w błąd badaczy, którzy widzą w nich

zmiany makroewolucyjne.

Biologia aż roi się od pomysłowych ,różnorodnych rozwiązań poczynając od

różnorodności widocznej w podstawowych typach, jak i wewnątrz rodzin, a nawet

rodzajów. Ta różnorodność domaga się wyjaśnienia i jeśli naukowiec chce się

odwoływać do procesu ewolucji, to jest zobowiązany dostarczyć faktograficznego

uzasadnienia. TE zakłada istnienie wspólnych przodków, więc nie można sobie

darować znajdowania różnych pośrednich planów budowy. Takim przykładem są

żółwie. Ich anatomia wymaga sporego,długiego ewoluowania, powinniśmy więc

znajdować ćwierć wyewoluowane,czy pól wyewoluowane żółwie. Niestety znajdujemy

już „gotowe” żółwie. Piszę gotowe,ponieważ i te kopalne sprzed milionów lat i

te współczesne mają w zasadzie taką samą anatomię.

Na świecie żyje tyle milionów gatunków, roślin i

zwierząt, dlaczego w takim razie nie zachowała się ANI JEDNA żywa forma

przejściowa? Jakiś ćwierć ,czy pół-żółw, Jakiś rybo-płaz, czy gado-ssak (co

stanęło na przeszkodzie, jaka racjonalna przeszkoda)? W zasadzie-patrząc

obiektywnie-w zapisie kopalnym powinno roić się od form przejściowych do tego

stopnia ,iż ciężko by było wyodrębnić osobne rodzaje/gatunki. I znowu, jak

wcześniej powinniśmy odnajdywać (w tym przypadku kopalne) np. ćwierć,czy

pół-żółwie. Współcześnie występująca fauna i flora nie stanowi jakiegoś ciągu

form pośrednich, a i w zapisie kopalnym nie obserwujemy takiej ciągłości-poza

kilkoma nielicznymi przypadkami znalezisk, które-choć są w niejednym przypadku

sporne-uważa się za formy przejściowe. Ale jak to się ma do rzekomo miliardów

gatunków stanowiących formy przejściowe, które rzekomo żyły kiedyś na ziemi

rozmnażały się i gięły? Oczywiście zapis kopalny pokazuje nam ,że kiedyś był

czas ,że na Ziemi nie było ośmiornic, ryb ,czy słoni. Czy istnieją jednak

dowody na to ,że ośmiornice powstały z nie ośmiornic, ryby z nie ryb, a słonie

z nie słoni?

NIE! Takie dowody nie istnieją i nigdy nie istniały, a jedyna metoda, która

chce odtworzyć rzekome filogenetyczne drzewo życia, to metoda molekularna

(porówniań molekularnych). Ma ona jednak ogromne wady i żeby dopasować ją do

założęń Syntetycznej Teorii Ewolucji stosuje się tzw. „metodę oszczędności” i

wnioski opiera bardziej na interpretacji niż wynikach rzetelnych doświadczeń!

Metoda ta jest skuteczna do ustalania pokrewieństw o obrębie blisko

spokrewnionych osobników (np. w obrębie rodziny ludzkiej, psów,czy kotów),

niemniej nie da się na jej podstawie ustalić 100% pokrewieństwa pomiędzy np.

hipopotamem i wielorybem! Więc rozsądnie jest przyjąć,że większość drzewek

filogenetycznych opiera się na arbitralnych założeniach (w wyniku stosowania

komputerowych analiz takich molekularnych porównań uzyskuje się szkice

milionów możliwych do przyjęcia scenariuszy takiej ewolucji [drzewek

filogenetycznych] i dopiero po zastosowaniu arbitralnych metod

oszczędnościowych-nagiętych do założeń Syntetycznej Teorii Ewolucji pozwala

uzyskać przybliżone/pożądane drzewko.)

A na czym polega „metoda oszczędności”? Polega ona na ignorowaniu wyników

doświadczeń, które nie są zgodne z ogólnie przyjętymi założeniami i

akceptowaniu tylko tych, które do nich pasują. No cóż skoro współczesna fauna

i flora (jak kogoś może ten fakt nie dziwić?) nie stanowi jednego ciągu (czy

choćby częściowego) form przejściowych i niczego, co by popierało Syntetyczną

Teorie Ewolucji nie znaleziono w zapisie kopalnym, należało wymyślić nową

metodę, przerobić ją na swoje kopyto, a pózniej wmawiać światu, że Teoria

Ewolucji jest poparta mocnymi dowodami z dziedziny genetyki.

Poza tym najnowsze badania w dziedzinie genetyki molekularnej nie korelują z wczesniejszymi ustaleniami anatomów porownawczych, co doprowadziło do zakwestionowania powszechnie i przez lata akceptowanego modelu zycia na ziemi. Tak zwanego „drzewa zycia” (lub drzewa filogenetycznego).

Zobaczmy jak to zaufanie do filogenetyki molekularnej wpłynęło na przetasowania w systematyce ptaków. Mała próbka:

(„Swiat Nauki” 2008,NR;8,STR;20)

Według badań genetycznych wyprowadzono wniosek,iż najbliższymi krewnymi wróblowatych są papugi, te mają najbliżej do sokołów. Jak sugeruje artykuł rozpada się rząd szponiastych, ponieważ jastrzębie orły i sępy, sowy i czepigi są krewnymi dudków,żołn,,zimorodków,,dzięciołów,miodowodów i dzioborożców. Lelkom bliskie są rzekomo jeżyki i kolibry. Flamingi nie będą zaliczane razem z bocianami,czaplami i ibisami do brodzących i stworzą osobną grupę z perkozami, „które rozwiedziono właśnie z nurami”. Do tej grupy dołączą ponadto wężówki, kormorany, głuptaki,pelikany. Pelikany uplasowały się w jednej podgrupie z albatrosami i w tym momencie nazwa brodzące traci sens. U żurawiowatych pozostaną żurawie ,łyski i dropie i dołączą kukułki (!). Madagaskarniki dołączą do gołębi, słonecznica do lelków,a dropiopodobne karami w okolice sokołów….