Bez kategorii

Kontroluj własne DNA

wiadomosci.wp.pl/kat,18032,title,Kontroluj-wlasne-DNA,wid,9625285,wiadomosc_prasa.html

Kontroluj własne DNA

Ty sam odpowiadasz za to, czy zachorujesz na raka, czy dostaniesz zawału. To ty decydujesz o

charakterze i zdrowiu swojego dziecka. Od twojego stylu życia zależy, co, jak i kiedy zadziała

(lub nie) w twoim DNA

Geny. Jakie to wygodne! Można było na nie zwalić dosłownie wszystko. Tycie, cukrzycę, niski

wzrost, nieśmiałość, iloraz inteligencji, odstające uszy. Zwalniały z odpowiedzialności. Mam

takie geny i już. Nic na to nie poradzę.

No to was zmartwię (albo ucieszę tych, których przeraża biologiczny determinizm). Koniec

tego. Twoje geny mogą się ciebie słuchać. Masz większy, niż ci się wydaje, wpływ na to, który z

nich jak zadziała i kiedy. Możesz zrobić porządek (albo bałagan) w swoim DNA. Wolna wola.

Genowe korki

Jak to możliwe? Wydawało się, że nie ma na świecie rzeczy bardziej stałej niż DNA w naszym

organizmie. Pół od mamy, pół od taty. I oto taki jestem. Nic się tu nie zmieni.

A jednak. Rewolucję w takim podejściu do rzeczy zawdzięczamy myszom, konkretnie

jednemu ich szczepowi mieszkającemu w laboratorium zwanemu aguti*. Od zawsze były

żółte, grube i cierpiały na cukrzycę. Takimi stworzyli je naukowcy do sobie tylko znanych

celów. Wszystkie kolejne myszy rodzące się z mamy i taty aguti wyglądały i zachowywały się

tak samo.

W każdym razie tak było, zanim nie zajął się nimi doktor Randy Jirtle z amerykańskiego

Duke University. Właściwie nie zrobił wiele. Zmienił tylko dietę pewnej grupie ciężarnych

myszek. Podawał im więcej kwasu foliowego, witamin z grupy B, soli organicznych. Jakie było

jego zdumienie, kiedy nagle w laboratoryjnej klatce pojawiały się małe myszki jakby wzięte

od innych rodziców: szczuplutkie, zwinne, brązowe. Zdrowe. Wyglądało na to, że w jakiś

tajemniczy sposób geny, które z takim mozołem zaszczepiali myszom naukowcy, by

wyhodować z nich chorowite spaślaki, nagle przestały działać. Ktoś lub coś je wyłączyło. Co?

Metylacja. Pod tą mało przyjaźnie brzmiącą nazwą kryje się reakcja chemiczna polegająca na

tym, że do rozmaitych naszych genów może przyczepić się cząsteczka zwana grupą metylową.

A kiedy już się przyczepi, działa jak korek. Zatyka gen. Wyłącza go. Dezaktywuje.

Skąd ów korek bierze się w naszym organizmie? Źródeł jest wiele: my sami, jedzenie, picie,

toksyny, lekarstwa. Najogólniej mówiąc – środowisko.

Ono wpływa na to, które z naszych genów działają, a które nie. Nasze otoczenie, to, co jemy,

gdzie żyjemy, może wpływać na aktywność genów, nie zmieniając przy tym samej struktury

DNA. Obrazowo można by to porównać do grania na fortepianie. Mamy stały zestaw

klawiszy, ale w zależności od tego, w który z klawiszy uderzymy (uaktywnimy go), a który

pozostawimy nietknięty, wydobędziemy z instrumentu bardzo różne melodie. Wirtuozem

naszych genów jest metylacja.

Instrukcja do instrukcji

Kiedy w 2003 roku doktor Jirtle razem ze swoimi grubymi myszami dowiedli, że za pomocą

czegoś tak banalnego jak dieta ciężarnej matki można wpłynąć na DNA dziecka, świat nauki

na chwilę zamarł. A zaraz potem gwałtownie się rozkrzyczał.

To była sensacja. I początek zupełnie nowej nauki – epigenetyki. Od tej chwili zajmować się

ona będzie badaniem dziedziczności pozagenowej. Jean Baptiste Lamarck zachichotał w

grobie. Dwa wieki temu sformułował teorię, zgodnie z którą zwierzęta są zdolne do

intencjonalnej przemiany swoich ciał, tak aby sprostać wyzwaniom stawianym przez

środowisko. Cechy nabyte mają być dziedziczone przez potomstwo. To herezja! – zakrzyczeli

La-marcka genetycy. Dziedziczone mogą być tylko geny! Otóż nie tylko. O DNA mówi się, że

stanowi in–strukcję budowy i działania naszego organizmu. Istnieje jednak instrukcja do

instrukcji. To epigenom. Informacja o tym, który gen, kiedy i jak ma zostać uaktywniony. Nie

ma jednego epigenomu. Każdy z nas ma ich tysiące, a może i miliony. Wszak inne geny (z tego

samego kompletu, który mamy w każdej komórce naszego ciała) działają w wątrobie, a inne w

mózgu. Inne w nerce, a inne w skórze. Inne włączają się, kiedy jesteśmy młodzi, a inne – kiedy

starzy.

Gdy osiem lat temu naukowcy stworzyli mapę naszego genomu, otrąbi-li zwycięstwo. Wiemy,

że mamy 3 miliardy par nukleotydów, które składają się na 25 tysięcy genów. Oto przepis na

człowieka. – Co to za mapa? – drwią dzisiaj epigenetycy. – Jak się za jej pomocą poruszać,

skoro nie wiemy, które z dróg są otwarte, a które zamknięte?

Liczy się każdy krok

Dlaczego bliźnięta jednojajowe mające ten sam zestaw genów jednak trochę się od siebie

różnią? Na to pytanie odpowiada dziś epigenetyka. Bliźnięta różnią się wtedy, gdy jakąś cześć

swego życia spędzają w różnym środowisku. Dotyczy to także macicy. Jedno z dzieci było w

życiu płodowym lepiej odżywione. Włączą się u niego jedne geny, a wyłączą drugie. Trochę

inne niż u siostry lub brata. Z czasem różnic będzie więcej. Jedno zachoruje na nadciśnienie,

drugie nie. Dlatego że jedno je warzywa i owoce i oddycha świeżym powietrzem, bo mieszka

na wsi, a drugie wcina hamburgery i wędzi się w miejskich spalinach. Jedno pali papierosy,

drugie nie. A nikotyna i substancje smoliste to bardzo silne metylatory. Pach, pach –

powyłączają geny. Niestety, często takie, które odpowiadają za naprawę uszkodzonego DNA.

Nie ma naprawy, robi się rak.

To wszystko można jeszcze pojąć. Jednak co zrobić z odkryciem, że nie tylko czynniki

biologiczne, ale i psychologiczne mogą wpływać na włączanie się jednych genów, a wyłączanie

drugich? Michael Meany, biolog z McGill University, w 2004 roku pokazał na szczurach, że

troskliwa opieka matek nad potomstwem wpływa korzystnie na rozwój mózgu dzieci. Są

spokojniejsze i mniej podatne na stres. Mama liże małego szczura, a w jego mózgu, ciach! (no

może nie tak „ciach” – to dość skomplikowany mechanizm) – włącza to odpowiedni gen i

szczurek staje się miłym, spokojnym zwierzątkiem. Nie ma powodów sądzić, że podobne

mechanizmy nie działają u ludzi.

OK. Pomyślicie więc – tak samo jak pomyślało wielu naukowców – wiemy, że geny można

włączać i wyłączać, to zróbmy z nimi porządek. Powyłączajmy sobie te złe, powłączajmy

dobre i gotowe. No ale nie jest to takie proste.

Po pierwsze, nie umiemy jeszcze precyzyjnie celować w konkretny gen. Po drugie, nie wiemy,

czy włączenie i wyłączenie czegoś nie wpłynie potem na co innego. Na przykład: podawanie

kobietom w ciąży kwasu foliowego i witamin z grupy B przeciwdziała wadom rozwojowym u

dzieci. Te substancje to silne metylatory. Coś tam wyłączają w DNA płodu. Tylko co? Pewne

geny odpowiadające za wady cewy nerwowej. Ale czy przy tym nie wyłączają genów

chroniących przed depresją, alzheimerem, schizofrenią? Za mało wiemy, by na to

odpowiedzieć. Badania trwają.

Coraz więcej z nich przynosi dowody na obserwacje, które trudno było wyjaśnić. Dlaczego

zielona herbata chroni przed niektórymi nowotworami? Bo substancje w niej zawarte

uaktywniają odpowiednie geny, a uciszają inne. Dlaczego po zamachach z 11 września kobiety

masowo roniły chłopców? Stres przełącza geny, które decydują o poronieniu płodu męskiego.

To strategia ewolucyjna: nie warto inwestować w słabych facetów, którzy są bardziej

wymagający w życiu płodowym od dziewczynek. W trudnych czasach lepiej mieć kilku

silnych samców i wiele kobiet, których „utrzymanie” mniej kosztuje matczyny organizm.

Dlaczego niedożywione kobiety tak samo jak i te opychające się w ciąży fast foodami mają

otyłe dzieci? Fast foody mają dużo kalorii, ale małą wartość odżywczą. Epigenom tak

traktowanego dziecka „stroi” jego organizm na trudne czasy, w których brak potrzebnych

składników i wszystko, co się zje, trzeba trzymać na zapas. To pomaga w chwilach głodu. W

dobrobycie wywołuje