Bez kategorii

Bez elit umyslowych swiat bedzie lepszy.

www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,10889973,Publicysci_o_2011__Elity_umyslowe_plajtuja__Swiat.html?v=1&pId=15622556&logged=1&send-a=1#opinion15622556

Bardzo sie ciesze z tego ze elity umyslowe plajtuja,bo to jest najwieksza zgroza tego swiata.

Swiat powinien rozwijac sie w sposob naturalny,tak jak przed demokracja.

Demokracja zrodzila elity i te wlasnie elity pograzaja demokracje w chaosie.

Nie mozna nic lepszego wymyslec niz rzady biznesu,czyli ludzi rzeczywiscie madrych ,a nie tych ktorzy nic w zyciu nie osiagneli a chca sie mianowac elitami.

Bez kategorii

Genom minimalny.

Mamy rok 20011 i na tym stanęło. Nikomu nie udało się zejść poniżej tej

‚magicznej granicy 382 genów’ (jakieś tam małe wahania były przy podejmowaniu

desperackich usiłowań, ale tak nieistotne, że nie warto o nich wspominać).

usenet.gazeta.pl/usenet/0,47943.html?group=pl.sci.biologia&tid=1033812&MID=%3Cj7paer%2490j%241%40inews.gazeta.pl%3E

382 geny to jakieś 480 000 par zasad (pz).

Czy to jest dużo czy mało? Najlepiej zaprezentować to wizualnie. To znaczy

tak, jakby po rozpisce wyglądał taki zsekwencjonowany genom minimalny.

„Craig Venter zawsze był postacią kontrowersyjną i jego oznajmienie mediom, że

stworzył mikroorganizm od początku jest dobrym tego przykładem. Dotychczas nie

udało mi się znaleźć żadnej publikacji na ten temat, wyłącznie odnośniki do

niedostępnej książki lub do wypowiedzi samego Ventera. Od dość dawna było

wiadomo, że Venter stara się znaleźć minimalny genom bakterii Mycoplasma

genitalium. Ma ona 500 genów, i w zasadzie jest pasożytem, ale daje się

hodować na specjalnych podłożach w laboratorium. Venterowi udało się

stwierdzić, że tak naprawdę do życia potrzebuje jeszcze mniej genów – 381.

Według tego, co podawały media, zsyntetyzował taki chromosom i wprowadził go

do komórki bakterii. Jak dotychczas nie wiadomo czy produkt tej operacji żyje.

Jeżeli nawet tak, czy jest to tworzenie życia? Chyba nie, bo bez komórki DNA

byłby całkiem martwy. Z drugiej strony synteza tak długiego odcinka DNA byłaby

też pewnym osiągnięciem, choć nie tak medialnym.”

Bez kategorii

Magiczne skrzydło

Czy naukowcy w Polsce będąmieli odwagę wyjaśnić dlaczego przeleciało 110 metrów zamiast 12, dlaczego urwało się- mimo, że nie było kolizji ?…

www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111126&typ=po&id=po31.txt

Profesor Binienda przedstawił nowe wyniki związane z domniemanym uderzeniem skrzydła samolotu w brzozę. Już we wrześniu donosił on o prowadzonych przez siebie symulacjach komputerowych tego zdarzenia. W odpowiedzi na krytykę ze strony niektórych polskich komentatorów fizyk zaostrzył wskaźniki będące podstawą obliczeń. Zwiększył mianowicie twardość drewna brzozy i uwzględnił dodatkowo jej różną możliwą wilgotność. Jednak wciąż wynik jest taki sam: skrzydło ścina drzewo, ulega pewnemu uszkodzeniu, ale nie odrywa się.

Binienda wykonał też interesującą symulację, co stałoby się, gdyby 6 metrów skrzydła jednak odpadło po zderzeniu z brzozą. Otóż po uwzględnieniu oporu powierza i innych czynników bezwładnościowych i aerodynamicznych okazuje się, że kawałek skrzydła upadnie prawie natychmiast na ziemię, 12 metrów za brzozą, i to z prędkością powodującą znaczny ślad i zniszczenia w miejscu upadku. Tymczasem znaleziono go aż 109 metrów od brzozy.

Okazuje się jednak, że sposób upadku kawałka skrzydła, jaki pojawia się na końcu symulacji Biniendy, jest identyczny z ułożeniem tego fragmentu znalezionego po katastrofie, co uwidoczniono na licznych zdjęciach. To nasunęło uczonemu pomysł wykonania obliczenia odwrotnego – spróbowania odtworzenia miejsca oderwania części skrzydła na podstawie znanego miejsca jej upadku. W wyniku otrzymujemy punkt na wysokości 26 metrów i aż 69 metrów za brzozą. W tym miejscu nie ma jednak żadnych wysokich przeszkód, które mogłyby spowodować uszkodzenie samolotu. Zatem jeżeli symulacje komputerowe są słuszne, przyczyna destrukcji tupolewa w powietrzu nie jest znana. Oderwanie fragmentu skrzydła nastąpiło więc w wyniku nieznanego dotąd czynnika. Dodajmy, że punkt zrekonstruowany przez Biniendę niemal pokrywa się z miejscem silnego a krótkiego znacznego przeciążenia, które odkryli inni specjaliści.

Amerykańscy współpracownicy zespołu zwracają też uwagę, że niektóre kwestie z ich ustaleń częściowo pojawiają się w polskich uwagach przekazanych Rosjanom w listopadzie 2010 roku, ale nie znalazły się w raporcie ogłoszonym ostatecznie w lipcu 2011 roku.

10027

Seminarium szkoleniowo naukowe DSW 2.12.2011

Zapraszamy na seminarium naukowo-szkoleniowe, które odbędzie się 2 grudnia 2011 r. w ramach Europejskiego Tygodnia Autyzmu pod honorowym patronatem Konsultanta Regionalnego ds. Genetyki Klinicznej Województwa Dolnośląskiego prof. dr hab. dr n. med. Marii Małgorzaty Sąsiadek.

Seminarium naukowo-szkoleniowe kierowane jest do nauczycieli, psychologów, pedagogów, lekarzy pediatrów, studentów medycyny, pedagogiki, pracowników socjalnych, rodziców.

Szczegóły na: www.dsw.edu.pl/index.php?id=1370&tx_ttnews[tt_news]=1630&cHash=c11457b778

9115

Zachodni nosorożec czarny uznany za wymarłego

http://kopalniawiedzy.pl/zachodni-nosorozec-czarny-gatunek-wymarly-Miedzynarodowa-Unia-Ochrrody-14266.html?fb_xd_fragment#?=&cb=f3bbc31dd947aae&relation=parent.parent&transport=fragment&type=resize&height=20&ackData[id]=1&width=130

Ziemski ekosystem na zawsze stracił kolejnego dużego ssaka. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) uznała, że zachodni nosorożec czarny (Diceros bicornic longipes) wyginął.

To jednak nie koniec pesymistycznych doniesień. IUCN obawia się,

http://kopalniawiedzy.pl/reptile/m/85/nosorozecczarnyngorongoro-91d9c13369dcb5898bf9a2221bbb8099.jpg

Bez kategorii

Wiosna Ludow dotarla do NYC.

www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,10456386,Demonstranci_z_Wall_Street_zapraszaja_Walese___Nobel.html?v=1&pId=14645649&logged=1&send-a=1#opinion14645649

Najpierw zmiotla Kadafiego i Mubaraka oraz przewietrzyla niemal wszystkie kraje muzulmanskie.Teraz jest w NYC a za tydzien bedzie w Londynie.

Golym okiem widac kryzys bezrobocia spowodowany przez zwiazki zawodowe zadajace ciaglych podwyzek plac do momentu az produkcja staje sie nieoplacalna w wysoko rozwinietych krajach.Zwiazkowy elektryk zarabia w NYC 75 doll/godz i jak ma nie byc drogie cokolwiek czego sie dotknie.

7410

Leszek Czarnecki nie żyje !!!

Uwaga! Ten wątek NIE jest o znanym biznesmenie TYLKO o konstruktorze lotniczym. Leszek Czarnecki – jeden z nabogatszych polaków a inż. Leszek Czarnecki – współtwórca samolotu ISKRA to DWIE ZUPEŁNIE INNE osoby.

Jak informuje Dziennik Pokładowy Fundacji Nautilus 6 września 2011 roku zmarł Leszek Czarnecki. 🙁

„To był naprawdę niezwykły człowiek, a jego śmierć jest dla całej naszej ekipy niezwykle smutnym wydarzeniem. Jego osoba dawała nadzieję, że na świecie są tak po prostu… uczciwi i dobrzy ludzie. Odszedł nasz przyjaciel, inżynier Leszek Czarnecki.”

Więcej inrofmacji tutaj: nautilus.org.pl/?p=dziennik&id=81

Mile widziane Wasze wspomnienia o tym niezwykłym człowieku, którego życiową pasją stało się lotnictwo.

Bez kategorii

Jakie jest pochodzenie litewskich ‚Polaków’?

Jakiee jest pochodzenie litewskich ‚Polaków’?

Polacy w Litwie nie są polskiego ale miejscowego pochodzenia. To spolszczeni Litwini i Rusini.

„Polacy jesteśmy czy spolszczeni Litwini? Odpowiedź uczonych polskich”

kpbc.umk.pl/dlibra/doccontent?id=19489&dirids=1

“Dziś Polacy mieszkający na Litwie nie tylko nie pamiętają języka litewskiego w tradycji rodzinnej, ale w ogóle wypierają sie litewskiej przeszłości, tworząc na użytek własny swoją czysto polską genealogię”. – Zofia Kurzowa

img246.imageshack.us/img246/8779/36i7wilen.jpg

Bez kategorii

NOWE wyjaśnienie – budowy Słońca

ostatnie odkrycia naukowe wolnemedia.net/nauka/gwiazda-wyrzuca-wode-w-przestrzen-kosmiczna/

„Gwiazda wyrzuca wodę w przestrzeń kosmiczną”

i inne publikowane ostatnio na łamach pism naukowych

pozwoliły na opublikowanie udowadniające moją wiedzę, wieloletnie dociekania na temat zjawisk budowy i działania Słońca oraz powstanie Układu Planetarnego.

nie jest prawdą jakoby Słońce świeciło z powodu reakcji termojądrowych odbywających się wewnątrz, a wewnątrz Ziemi znajdowały się…

zapraszam na

rozmowy.all.pl/phpbb/viewtopic.php?f=3&t=6

lub – Forum nowe – Problemy teorii obecnej fizyki

Bez kategorii

Czy naukowcy szachrują?

Znalazłem coś bardzo ciekawego na ten temat :

„„WZMAGA się zaciekła rywalizacja. Zwycięzcy są wspaniale nagradzani, zwyciężonych czeka zapomnienie. W takiej atmosferze niekiedy trudno się oprzeć pokusie pójścia na nieuczciwe skróty, zwłaszcza że społeczeństwo rzadko kiedy przeciwstawia się zdecydowanie temu złu”. Tak zaczynał się artykuł zatytułowany „Publikuj, bo przepadniesz — albo sfabrykuj”, który się ukazał w czasopiśmie U.S. News & World Report. Żeby więc nie przepaść, wielu naukowców ucieka się do fałszerstw.

Uczeni znajdują się pod silną presją, by jak najwięcej publikować w czasopismach naukowych. Im dłuższa jest lista artykułów wydanych z nazwiskiem danego autora, tym większe ma on szanse otrzymania pracy, awansu, posady na uniwersytecie oraz rządowego wsparcia finansowego dla jego badań. Rząd federalny w USA „kontroluje największe źródło funduszy na badania: 5,6 [miliarda] dolarów rozdzielanych każdego roku przez Państwowe Instytuty Zdrowia [NIH]”.

Ponieważ „społeczność naukowa nie zabiera się do rozstrzygnięcia swego dylematu etycznego”, a ponadto „jakoś dziwnie unika bliższego zbadania jej postawy moralnej”, i „nie kwapi się do zrobienia u siebie porządków lub choćby do zwrócenia baczniejszej uwagi na popełniane wykroczenia”, komisje Kongresu amerykańskiego rozpoczęły przesłuchania i zastanawiają się nad uchwaleniem przepisów, które by tu wprowadziły należyty ład (New Scientist; U.S. News & World Report). Oczywiście taka perspektywa wcale nie odpowiada naukowcom. Niemniej pewne czasopismo naukowe stawia pytanie: „Czy nauka przestrzega czystości i porządku we własnym domu?” I samo odpowiada: „Nawet te skąpe informacje, które docierają do opinii publicznej, nasuwają poważne wątpliwości”.

Niektórzy badacze pomijają wyniki nie pasujące do tego, co chcą udowodnić (preparowanie); drudzy podają większą liczbę testów bądź doświadczeń niż ich w rzeczywistości przeprowadzili (trymowanie); inni przypisują sobie dane uzyskane przez drugich badaczy lub ich pomysły (plagiatorstwo); jeszcze inni opisują eksperymenty, których wcale nie robili, i podają rezultaty, których nigdy nie uzyskali (podrabianie). W pewnym czasopiśmie naukowym zamieszczono żart rysunkowy, wykpiwający tę ostatnią grupę oszustów; naukowiec rozmawia z kolegą o trzecim uczonym: „Publikuje tak dużo artykułów, bo skończył kurs twórczego pisarstwa”.

„Co w naszych czasach jest głównym produktem badań naukowych? Odpowiedź brzmi: papier” — czytamy w U.S. News & World Report. „Co roku ukazują się setki nowych czasopism, by pomieścić ten zalew artykułów naukowych, który wyduszają z siebie uczeni w przekonaniu, że ich droga do sukcesu zawodowego prowadzi przez długą listę publikacji”. Celem jest ilość, a nie jakość. W 40 000 czasopism pojawia się co roku milion artykułów. W części tego nawału „występują wyraźne objawy pewnych zasadniczych schorzeń, między innymi rozpowszechnionej wśród uczonych postawy ‛publikuj, bo przepadniesz’, która obecnie daje o sobie znać jak jeszcze nigdy i która ośmiela do puszczania w obieg tandety, powtórzeń, pustosłowia, a nawet szalbierstwa”.

Dr Drummond Rennie z kolegium redakcyjnego pisma The Journal of the American Medical Association tak się wypowiedział na temat złej jakości nadsyłanych prac: „Wygląda na to, że nie ma badań tak fragmentarycznych, hipotezy tak trywialnej, cytatu z literatury tak stronniczego lub samochwalczego, koncepcji tak krętej, metodyki tak nieudolnej, sposobu przedstawiania wyników tak nieścisłego, niejasnego i niespójnego, analizy tak ukierunkowanej, argumentacji tak mętnej, wniosków tak błahych lub nieuzasadnionych ani tekstów tak skłóconych z zasadami gramatyki i składni, żeby nie mogły ukazać się w druku”.

Mucha urasta do rozmiarów słonia

Ulegając hasłu „publikuj, bo przepadniesz”, wielu naukowców doszło do mistrzostwa w sztuce mnożenia liczby swoich artykułów; skromny dorobek potrafią rozdmuchać do niebywałych rozmiarów. Na przykład po napisaniu jednego artykułu dzielą go na cztery krótsze, co w żargonie środowiskowym nazywają „krojeniem salami”. Dzięki temu lista ich publikacji wydłuża się nie o jeden nowy artykuł, ale o cztery. Niekiedy wysyłają ten sam artykuł do kilku czasopism i wtedy liczą go tyle razy, ile razy został opublikowany. Nierzadko jeden artykuł podpisuje kilku uczonych i każdy dołącza go do swej listy. Dwu- lub trzystronicowy artykuł ma nieraz 6, 8, 10, 12 lub więcej autorów.

W programie z serii NOVA, zatytułowanym „Czy naukowcy szachrują?” i nadanym 25 października 1988 roku, pewien uczony powiedział w związku z tą praktyką: „Każdy stara się dopisać swoje nazwisko do jak największej liczby publikacji, wskutek czego często się zdarza, że duży zespół liczący 16 osób podpisuje jedną pracę, której może w ogóle nie warto było drukować. Taki jest rezultat szaleńczej pogoni za sukcesem, walki konkurencyjnej, prymitywnej mentalności, przy której liczy się jedynie ilość i której niewątpliwie sprzyja obecna struktura nauki w USA”. Niejeden ze współautorów mógł mieć bardzo znikomy udział w napisaniu danego artykułu, mógł go nawet wcale nie czytać, a mimo to dołącza go do listy swoich publikacji. Takie rozdęte wykazy są brane pod uwagę podczas przyznawania z funduszy społecznych setek tysięcy dolarów na badania naukowe.

Koleżeńskie recenzje zabezpieczeniem przed oszustwami?

Wydawcy czasopism naukowych częstokroć — choć nie zawsze — przed opublikowaniem artykułów dają je do przejrzenia innym uczonym. Teoretycznie takie recenzje mają wyeliminować naciągania i błędy. „Nauka koryguje się sama i żadna inna gałąź twórczości umysłowej nie może jej w tym dorównać”, oświadczył Isaac Asimov. „Nie ma żadnej innej dziedziny, która by miała taki mechanizm samokontroli”. Asimov dziwił się, że „tak rzadko dochodzi do skandali”.

Wielu innych jednak nie podziela takiego poglądu. Koleżeńskie recenzje to „kiepski sposób na wykrywanie oszustw”, ocenił cytowany już dr Drummond Rennie. W American Medical News czytamy: „Recenzowane czasopisma, które niegdyś uchodziły za prawie nieomylne, muszą teraz przyznać, że nie potrafią wyeliminować fałszerstw”. „Przeceniano zalety takich recenzji”, oświadczył dziennikarz piszący artykuły medyczne i felietony dla gazety The New York Times.

Czasopismo Science poinformowało, że pewien uczony, któremu dano do przejrzenia artykuł innego naukowca, został oskarżony o plagiat. Jak podają NIH, „wykorzystał do własnej pracy dane z opiniowanego przez siebie artykułu”. Takim postępowaniem „podrywa się zaufanie stanowiące podstawę systemu pisania recenzji”. W tym wypadku uznano, że winny „nie będzie mógł w przyszłości korzystać z funduszy państwowych”.

„Zarozumialstwo, z jakim koła naukowe obnosiły się ze swą czystością etyczną, zapewniało im przez długi czas łatwe powodzenie” — czytamy w czasopiśmie New Scientist. Ogromnie zachwalany system recenzji, który teoretycznie miał wychwycić wszelkie oszustwa, wielu uważa za zwykłą farsę. „W gruncie rzeczy rzadko się zdarza wyłowienie jakiejś kanalii spomiędzy uczonych, a gdy już do tego dojdzie, nierzadko okazuje się, że nie nagabywany przez nikogo poczynał sobie w taki sposób całymi latami, publikując fałszywe dane w szacownych pismach”.

Już wcześniej w gazecie The New York Times przytoczono wypowiedź pewnej urzędniczki z NIH: „Chyba już się skończyły czasy naiwności. Dawniej uważano, że naukowcy nie robią czegoś takiego. Teraz jednak zaczynamy sobie uświadamiać, że nie górują moralnie nad innymi ludźmi”. Dalej czytamy tam: „Jeszcze kilka lat temu rzadko się zdarzało, by do Państwowych Instytutów Zdrowia wpływała w ciągu roku jedna skarga o oszustwo; obecnie ich zdanie