130

Zimowe upadki, czyli jak przeżyć na śliskim dworze

Redaktor Wojciech Moskal chciał pisać o wszystkim.

Zabrakło jednak sedna sprawy

Nie warto pouczyć się, jak się upada, nawet z siatą zakupów?

Mnie z treningów dżudo pierwsza lekcja, lekcja właściwego upadania

przydała się co najmniej dwa razy.

Raz, kiej mój bicykl na żużlowej nawierzchni stanął jak wryty za

przyczyną kęsa szlaki, mnie wyrzucając ponad kierownicę przy sporej

prędkości, a drugi – kiedy zachciało mi się skrócić drogę

przeskakując przez jakiś łańcuch, zlekceważony przeze mnie o

brakujący mi centymetr.

W obu sutuacjach zwinąłem się w locie, klapnąłem przewijając się

odpowiednio – i żadnych strat mięśniowo-kostno-skórnych nie było –

no, może siniak w tym rowerowym pozostał, co zdziwiło mnie nawet w

czas kąpieli. Po locie nad tym łańcuchem to się nawet na niego nie

oglądnąłem, jak Leszek Blanik jaki :))

Starsze osoby muszą się nauczać takiego zaś upadania,

by całe ciało zamortyzowało upadek, jak największą powierzchnią

pacnęło równocześnie o grunt
.

Jeśli uczą się kobiety ciosów w męskie niewymowne na kursach

samoobrony – to kurs upadania, w treningu na matę z siatką, czy na

matę z siatami dwoma, ma wiele zalet.

A jak widzę wychodzące na zimowy, śliski trotuar paniusie w

nieodpowiedznim, ale super modnym obuwiu, panów wytwornych, ale w

butach nie na tę pogodę, bez śladu szorstkiego mini-traktorka na

podeszwach – to życzę im co najmniej połamania obcasów.

Ja zimą jeżdżę nawet rowerem, ale rowerem na oponach z głębokim

bieżnikiem – i to po oblodzonych jezdniach – i naprawdę się nie

wywalam …

Jeśli artykuł napisano tylko po to, by mogła być rozpączkowana cała

sekwencja opowieści o lekach na ostoporozę – to cofam wszystko, co

powyżej naklawiaturowałem.

Mnie nie sponsorowano, więc cofam i odszczekuję…

Ale upadam i żyję bez leków 😉